Ciało na warcie, czyli dlaczego nie umiemy odpoczywać


Artykuł dedykowany osobom pracującym z ludźmi: coachom, psychologom, terapeutom, pracownikom socjalnym, kuratorom, nauczycielom i wszystkim, którzy wierzą, że zmiana zaczyna się od uważności. Bo czasem najtrudniej odpoczywa się właśnie wtedy, gdy wszystko jest już bezpieczne.

Znam ludzi — i pewnie Ty też ich znasz — którzy na wakacjach chorują. Przez cały rok trzymają się całkiem nieźle, pracują, rozwiązują problemy, opiekują się innymi, a kiedy wreszcie przyjeżdżają nad morze i kładą się na leżaku, dostają anginy. Albo migreny. Albo płaczą bez wyraźnego powodu. Czasem są tak zmęczeni, że od miesięcy marzą o tym, żeby się wyspać, a kiedy wreszcie mogą — nie śpią.

Zawsze mnie to zastanawiało. Dlaczego niektórzy z nas rozsypują się właśnie wtedy, kiedy wreszcie mogą odpocząć?

 

Strażnik, który nie dostał rozkazu

Lubię myśleć o ciele jak o bardzo lojalnym strażniku. Jeżeli przez długi czas żyjesz w napięciu, ono uczy się czujności. Obserwuje, przewiduje, reaguje. Jeszcze jeden telefon, jeszcze jeden problem, jeszcze tylko to załatwię i potem odpocznę.

Tylko że „potem” czasem przychodzi po kilku miesiącach albo latach. Człowiek wreszcie mówi sobie: dobrze, już można. Odpoczywamy. I tutaj pojawia się pytanie: czy ciało równie szybko przyjmuje tę wiadomość?

Może przez cały ten czas nauczyło się czegoś zupełnie innego. Że czujność jest potrzebna, napięcie pomaga działać, a zatrzymanie nie jest stanem, który zna zbyt dobrze. Wtedy przychodzi cisza, a strażnik nadal stoi na warcie.

 

Spokój też może być nieznany

W poprzednim artykule pisałam o mózgu, który świetnie zna drogę, ale nie zawsze wie, dokąd iść. Myślę, że z odpoczynkiem może być podobnie.

Jeżeli człowiek długo żył w napięciu, świetnie zna ten teren. Wie, jak działać w kryzysie, jak zebrać się w sobie, jak wytrzymać jeszcze jeden dzień i zaopiekować się wszystkimi dookoła. Zapytaj go, co zrobi, kiedy wydarzy się katastrofa — prawdopodobnie ma plan A, B i numer telefonu do człowieka od planu C.

Ale zapytaj: co robisz, kiedy nic nie musisz?

I tutaj bywa trudniej.

Człowiek siada na kanapie, a po pięciu minutach wstaje. Zrobi pranie, sprawdzi pocztę albo umyje szafkę, której nikt nie mył od 2007 roku.

– Nie umiem tak siedzieć.

Może rzeczywiście nie umie. Jeszcze.

 

Kiedy robi się cicho

Dopóki działamy, uwaga ma zajęcie. Kolejny mail, zadanie, rozmowa, kryzys. Trzeba reagować. Kiedy robi się cicho, zaczynamy zauważać więcej: napięcie w ramionach, zmęczenie, własne myśli. Czasem pojawia się zapach, melodia albo obraz, który uruchamia jakieś skojarzenie.

Chyba każdy zna moment, kiedy kilka nut starej piosenki przenosi go do konkretnego lata. Albo zapach perfum na sekundę przywołuje osobę, której od dawna nie ma obok. Zanim zdążymy wszystko przeanalizować, coś już się w nas wydarzyło.

I może właśnie dlatego zatrzymanie bywa trudne. Kiedy cichnie świat dookoła, czasem zaczynamy słyszeć siebie.

 

„Ale przecież wszystko jest dobrze”

 

W pracy z człowiekiem spotykam czasem taki moment:

– Teraz już jest dobrze.

– A jak się z tym czujesz?

– Dobrze.

Słowa mówią jedno, ale człowiek siedzi na brzegu fotela, ma zaciśnięte dłonie i uniesione ramiona. Czy wiem, co to znaczy? Nie. I coraz bardziej cenię to moje „nie wiem”, bo ono chroni mnie przed dopowiadaniem historii za klienta.

Mogę natomiast powiedzieć:

– Zauważyłam, że kiedy powiedziałaś „teraz już jest dobrze”, zacisnęłaś dłonie. Co się teraz dzieje?

Czasem odpowiedź przychodzi od razu. Czasem człowiek patrzy na własne ręce, jakby dopiero je zauważył.

– Nie wiem.

– To sprawdźmy.

 

Może odpoczynku też trzeba się nauczyć?

Nie lubię zdania „musisz nauczyć się odpoczywać”. Brzmi jak kolejne zadanie do wykonania. Jeszcze chwila i zrobimy cel SMART: leżeć spokojnie przez czterdzieści pięć minut trzy razy w tygodniu.

Bardziej interesuje mnie poznawanie spokoju. Zauważanie, co dzieje się ze mną, kiedy niczego nie muszę naprawiać. Czy potrafię zostać w ciszy? Czy natychmiast szukam zajęcia? Czy moje ciało się rozluźnia, czy właśnie wtedy zaczynam odczuwać napięcie?

Może człowiek, który przez lata był na warcie, nie potrzebuje kolejnego polecenia: odpocznij. Może potrzebuje powoli doświadczać, że może opuścić posterunek i niczego nie przeoczy. Że świat nie runie, a cisza nie zawsze jest ciszą przed burzą.

W coachingu lubimy pytać o działanie: co zrobisz, jaki będzie pierwszy krok, po czym poznasz zmianę? A może czasem warto zapytać inaczej:

 

Co dzieje się z Tobą, kiedy już nic nie musisz robić?

I zostać chwilę przy odpowiedzi.

Bo być może problem nie polega na tym, że człowiek nie chce odpocząć. Może jego ciało po prostu jeszcze nie zna tego miejsca. Strażnik nadal stoi na warcie i potrzebuje nowego doświadczenia, żeby zauważyć, że alarm można odwołać.

 

Że spokój to nie pułapka, tylko dom, do którego jeszcze nie wrócił.




Artykuł jest częścią cyklu „Inteligencja ciała w coachingu”. Przyglądam się w nim temu, co człowiek pokazuje, czuje i robi, zanim zdąży wszystko wyjaśnić słowami.