Mój mentor ma jedenaście lat

O mentorach, których nie szukamy na konferencjach i o tym, czego Picasso uczył się całe życie

Kiedy myślimy o mentorze, wyobraźnia podsuwa nam obraz: ktoś doświadczony, ktoś wyedukowany, ktoś z dorobkiem, ktoś, kto już przeszedł tę drogę przed nami. Szukamy ich na konferencjach, w książkach, w gabinetach coachingowych. I słusznie bo ten rodzaj towarzyszenia jest bezcenny.

Ale jest jeszcze inny rodzaj mentorstwa. Cichszy, rzadziej nazywany po imieniu. Mentoring odwrócony, kiedy to nie starszy prowadzi młodszego, ale dziecko pokazuje dorosłemu coś, co ten już dawno utracił.

Moim mentorem jest Jadzia. Jest młodsza ode mnie o czterdzieści dwa lata.

Ejdetyczna percepcja nieskażonego dziecka

Jadzia patrzy na świat z tym rodzajem uwagi, który psycholodzy mogliby nazwać ejdetyczną percepcją — pełną, nieskażoną, żywą w każdym szczególe. Bańki mydlane są dla niej zdarzeniem wartym zatrzymania. Każda ma kształt, kolor i inną prędkość lotu. Dinozaury zmieniają barwy w zależności od aktualnej sympatii — raz są różowe, innym razem błękitne. Chmura ma kształt. Dźwięk ma kolor. Każde „tu i teraz” jest kompletne i wystarczające samo w sobie.

Dorośli, a szczególnie dorośli z bogatym życiem wewnętrznym i zawodowym, mają tendencję do przelatywania przez chwile. Mamy doświadczenie, wiedzę, kontekst i porównania. I właśnie to bogactwo bywa naszą pułapką: wiemy za dużo, żeby móc się naprawdę zadziwić.

Jadzia nie wie jeszcze, że bańki to mieszanka płynu, cukru i wody. Dlatego potrafi być z nimi w sposób, w jaki ja już nie potrafię, chyba że przy niej, bardzo świadomie, z wysiłkiem, z intencją. Ona robi to naturalnie. I właśnie to jest jej dar dla mnie.

Znajomość z Jadzią jest przywilejem: patrzeć na świat jej oczami i zatrzymywać go w sobie, niemal bez filtrów.

Cztery lata uczył się jak Rafael. Całe życie — jak dziecko.

Byłam ostatnio na filmie „Picasso. Buntownik w Paryżu”. Wyszłam z kina z wieloma myślami: o artyście despotycznym i genialnym, o mężczyźnie, który upajał się kobietami i miłością, o człowieku świadomym swojego kunsztu, który jednak całe życie tęsknił za czymś, czego technika dać nie może.

Picasso powiedział coś, co zostało ze mną długo po wyjściu z sali kinowej:

Cztery lata uczyłem się, by malować jak Rafael, a całe życie uczę się malować jak dziecko”.

To zdanie jest dla mnie jednym z najbardziej uczciwych wyznań, jakie może złożyć ktoś na szczycie swojego mistrzostwa. Technikę można opanować. Wiedzę można zdobyć. Ale odzyskać zdolność do patrzenia bez uprzedzeń, do tworzenia bez lęku przed oceną, do radości z samego aktu tworzenia — to jest prawdziwa praca całego życia.

Picasso wierzył, że każde dziecko jest geniuszem. I że dorastanie, z całym swoim bogactwem doświadczeń, sukcesów, ran, jest procesem, który ten geniusz stopniowo zasłania. „Kiedy dziecko dorasta, jego geniusz znika bez śladu, i jako człowiek sukcesu musi zacząć od zera”.

To cecha silnych ludzi: pomimo przeciwności i doświadczeń, wciąż mieć w sobie tamto niewinne spojrzenie. Czerpać z życia radość i tworzyć — nie mimo tego, kim się jest, ale właśnie dlatego.

Kilka zdań, które Picasso zostawił nam jako lekcje

Trzeba dużo czasu, aby stać się młodym.”

Sztuka to kłamstwo, które uświadamia nam prawdę.”

Wszystko, co możesz sobie wyobrazić, jest prawdziwe.”

Miłość jest największym w życiu powiewem świeżości.”

Sława jest najgorsza. Jest kastracją Boga dokonaną przez artystę — to smutne.”

Sztuka nigdy nie jest cnotliwa — powinna być zabroniona niewinnym ludziom.”

To nie są aforyzmy do powieszenia na ścianie galerii. To mapa dróg człowieka, który przez całe życie próbował wrócić do miejsca, z którego wszyscy wychodzimy — i które tak łatwo gubimy po drodze.

Co to oznacza dla coachingu?

Coaching to przestrzeń, w której pracujemy z tym, co zakryte: z przekonaniami, które klient przyjął jako oczywiste, z nawykami myślenia, które stały się niewidoczne, bo towarzyszą mu od lat. Dobry coach pomaga klientowi zobaczyć siebie na nowo. Świeżym okiem.

Ale jest coś, czego coaching, nawet najlepszy, nie zastąpi: codzienny kontakt z perspektywą dziecka. Z kimś, kto jeszcze nie nauczył się „jak powinno być”. Kto nie klasyfikuje, nie porównuje, nie ocenia przez pryzmat przeszłych doświadczeń. Kto po prostu jest.

Mentor nie musi być starszy. Mentor nie musi mieć certyfikatu. Mentor to ktoś, kto — choćby przez chwilę — pokazuje ci coś o tobie lub o świecie, czego nie byłeś/-aś w stanie zobaczyć sam/-a.

Jadzia nie uczy mnie życia. Ona mi je przypomina.

Mentor nie musi być starszy — musi widzieć to, czego Ty już nie widzisz

Picasso rozumiał, że istnieje rodzaj wiedzy, która znika wraz z niewinnym spojrzeniem. I że jej odzyskanie jest najtrudniejszym zadaniem, jakie można sobie postawić.

Jadzia wie, że mnie inspiruje i mówi, że to trudne, bo nie wie, jak to robi. I może właśnie w tym tkwi sedno: najlepsze mentorstwo jest nieformalne, nieuchwytne, niezaprojektowane. Dzieje się w zwykłych chwilach, kiedy ktoś patrzy na świat tak, jak my już nie umiemy i na chwilę pożycza nam swoje oczy.

Coaching daje nam strukturę, pytania, lustro. Ale to, co Jadzia mi daje — tego nie ma w żadnym podręczniku. To jest dar bycia tu, teraz, razem. Z całą pełnią chwili.

Może warto zapytać siebie dziś: Kiedy patrzyłem na coś, jak gdyby pierwszy raz? Kto w moim życiu patrzy na świat inaczej niż ja? I czy pozwalam sobie uczyć się od tej osoby?

Nie każdą dziecięcą cechę warto odzyskiwać. Ale niektóre — spontaniczność, zdolność do zachwytu, gotowość na zaskoczenie — to zasoby, nie infantylizm. Coaching może pomóc je odróżnić i świadomie do nich wracać.

Roman Biernacki | pexels.com