O tym, co ciało pokazuje, zanim człowiek znajdzie słowa

 

Artykuł dedykowany osobom pracującym z ludźmi: coachom, psychologom, terapeutom, pracownikom socjalnym, kuratorom, nauczycielom i wszystkim, którzy wierzą, że zmiana zaczyna się od uważności. Najważniejsze rozmowy nie zawsze zaczynają się od słów. Czasem zaczynają się od dłoni, oddechu, spojrzenia albo skóry. 

 

Zanim nauczyłam się słuchać tego, co człowiek mówi, nauczyłam się patrzeć na skórę. A później – patrzeć przez skórę.

 

Masuję. Myślę, że ręce, podobnie jak oczy, uczą się patrzeć. Im dłużej pracuję z ciałem, tym więcej dostrzegają. Czują zmianę temperatury, napięcie, miejsca, które pod dłonią są niemal gorące. Widzę kolor skóry, jej wilgotność, sposób, w jaki reaguje na dotyk i zmienia się podczas pracy.

Przez lata nauczyłam się jednego: skóra mówi.

Nie diagnozuje. Nie wystawia wyników badań i nie podaje nazw chorób. Ale pokazuje. A ja nauczyłam się patrzeć.

 

Wódka z colą czy lodem?

Pamiętam jeden z serii masaży bańką chińską. Patrzę na oliwkę, na jej kolor i na to, jak wygląda po pracy ze skórą.

– Mocny weekend był?

Cisza.

– Wiedziałam, że pani pozna.

– Wódka z colą?

– Z colą.

Nie wiem, czy to dobra reklama coli.

Nie opowiadam tej historii po to, żeby stworzyć nową metodę diagnostyczną: pokaż mi oliwkę, a powiem ci, co robiłaś w weekend. Przez lata pracy zaczęłam jednak zauważać powtarzające się różnice – w kolorze skóry, temperaturze, napięciu czy reakcji na masaż. Zaczęłam pytać.

Czasem odpowiedzi zaskakująco pasowały do tego, co widziałam lub czułam pod rękami.

Może właśnie tak zaczyna się uważność. Nie od przekonania: wiem. Od pytania: Co ja właściwie widzę?

 

Pierwsza na linii

Kiedy prowadziłam szkolenia z masażu bańką chińską, często mówiłam uczestnikom, że skóra jest naszym „trzecim płucem”. Dzisiaj użyłabym tego określenia ostrożniej – nie jako terminu medycznego, ale jako obrazu.

Bo skóra nie jest płaszczem narzuconym na człowieka. Nie jest też opakowaniem, które ma być gładkie, jędrne i najlepiej bez zmarszczek. To największy organ naszego ciała, pracujący przez całą dobę. Chroni, reguluje temperaturę, odbiera bodźce i reaguje na to, co dzieje się z nami i wokół nas.

Jest pierwsza na linii.

Zanim świat dotrze głębiej, spotyka skórę. Ciepło, zimno, wodę, tkaninę, kosmetyk, dotyk i bliskość drugiego człowieka. Skóra przyjmuje kontakt ze światem i odpowiada: potem, ciepłem, zaczerwienieniem, bladością czy napięciem.

I chyba właśnie to fascynuje mnie w niej najbardziej.

Człowiek może długo dobierać słowa.

Skóra nie zawsze czeka, aż skończy.

 

Widzę. Czuję. Pytam.

 

Kiedy masuję, moje ręce szukają. Czasem trafiam na miejsce, które pod dłonią wydaje się niemal wrzące.

– Tutaj?

– Skąd wiedziałaś?

– Nie wiedziałam. Poczułam.

I wtedy pytam. Czy boli? Od kiedy? Czy był uraz? Czy to miejsce jest przeciążone?

Bo zmiana temperatury pod moją dłonią nie mówi mi, co człowiekowi jest. Mówi raczej:

Zatrzymaj się tutaj i sprawdź.

To ogromna różnica.

Przez lata pracy z ciałem nauczyłam się nie spieszyć z interpretacją.

 

Widzę. Czuję. Pytam. Dopiero potem próbuję zrozumieć.
Dzisiaj myślę, że dokładnie tę zasadę zabrałam ze sobą do pracy z człowiekiem.

 

Kiedy słowa mówią: „wszystko dobrze”

Człowiek może powiedzieć:

– Wszystko dobrze.

Tymczasem jego dłonie są zimne. Nagle zaczyna się pocić. Twarz się napina, oddech staje się płytszy. Skóra blednie albo przeciwnie – pojawia się zaczerwienienie.

Czy wiem, co to znaczy?

Nie.

I właśnie to „nie wiem” jest dla mnie ważne.

Bo mogę bardzo szybko stworzyć historię. Stres. Lęk. Wstyd. Złość. Mogę dopasować obserwację do teorii, którą znam.

Tylko że to będzie moja historia o kliencie.

Nie jego.

Mogę natomiast zapytać:

– Co teraz dzieje się w twoim ciele?

To jedno z najprostszych pytań, jakie znam. I czasem jedno z najtrudniejszych.

Człowiek zwykle świetnie wie, co myśli. Potrafi opowiedzieć historię, wyjaśnić, uzasadnić, przeanalizować.

Ale zapytany o ciało nagle milknie.

– Nie wiem.

– To sprawdźmy.

I czasem właśnie wtedy zaczyna się prawdziwa rozmowa.

 

To samo dzieje się podczas rozmowy

Masaż nauczył mnie patrzenia bez natychmiastowego wyjaśniania.

Podczas pracy z ciałem czuję pod dłonią miejsce, które jest inne. Nie mówię: „wiem, co pani jest”. Zatrzymuję rękę. Sprawdzam. Pytam.

W rozmowie z drugim człowiekiem dzieje się podobnie.

Klient opowiada i nagle zmienia pozycję. Zaciska dłonie. Pociera przedramię. Rumieni się. Jego oddech staje się płytszy.

Można tego nie zauważyć i zadać kolejne pytanie z przygotowanej listy.

Można też powiedzieć:

– Co się teraz wydarzyło?

– Nic.

– Zauważyłam, że kiedy powiedziałaś o swojej mamie, zacisnęłaś dłonie.

I poczekać.

Bez interpretowania. Bez diagnozowania. Bez wiedzenia za drugiego człowieka.

Może właśnie tego nauczyła mnie skóra.

Że człowiek cały czas coś pokazuje, ale rolą osoby pracującej z ludźmi nie zawsze jest od razu wiedzieć, co to znaczy.

Czasem wystarczy zauważyć miejsce, przy którym warto się zatrzymać.

Dzisiaj częściej pracuję słowem niż dłońmi. Ale została mi jedna rzecz z pracy z ciałem.

Patrzę.

Nie po to, żeby diagnozować człowieka z koloru jego skóry.

Po to, żeby zauważyć moment, w którym jego słowa mówią: „jest dobrze”, a ciało opowiada być może inną historię.

 

Na koniec mam do Ciebie jedno pytanie:

- Co teraz czujesz w swoim ciele, czytając te słowa?

 

Artykuł jest częścią cyklu „Inteligencja ciała”. W poprzednich odsłonach przyglądałam się temu, jak patrzy oko, kto naprawdę wskazuje kierunek – serce czy mózg, dlaczego ciało pozostaje na warcie i jak zmysły potrafią przywoływać wspomnienia. Tym razem zatrzymałam się przy skórze – pierwszej granicy między człowiekiem a światem.