Kiedy „twardziel” uczy nas czuć

Gdy słyszymy hasła „praca z emocjami” czy „kręgi rozwojowe”, przed oczami staje nam zazwyczaj obraz sali pełnej miękkich poduszek, zapach kadzideł i prowadzący, który o życiu wie tyle, ile wyczytał w podręcznikach do coachingu. Ale Piotr Kozakiewicz i jego projekt Ni-eMOC_Ja to zupełnie inna bajka. To bajka, w której zamiast miękkich poduszek był piach Iraku i Afganistanu, a zamiast teoretycznych rozważań – krew, adrenalina i medevac pod ostrzałem.

Wchodzę w sferę rozwoju osobistego nie drzwiami, a wyważam je z kopa, niosąc bagaż doświadczeń, który przygniótłby niejednego teoretyka. Były żołnierz 10 Opolskiej Brygady Logistycznej, sanitariusz biorący udział w Lotniczych Zespołach Medycznych, później policjant prewencji, pionów dochodzeniowo- śledczego oraz kryminalnego. Człowiek, który widział ludzkie cierpienie z bliska – w śmigłowcu ratunkowym i na miejscu zbrodni. Dlaczego to takie ważne? Bo w świecie, w którym coaching stał się modnym słowem-wytrychem, autentyczność jest walutą najdroższą.

Projekt Ni-eMOC_Ja uderza w samo sedno problemu, który trawi współczesne społeczeństwo, a zwłaszcza środowiska mundurowe, korporacyjne i te obarczone wielką odpowiedzialnością. To problem ludzi, którzy „muszą”. 

Muszą być twardzi, muszą decydować, muszą dowieźć wynik, muszą uratować życie. Stawiam tezę brutalną w swojej prostocie: emocje nie znikają tylko dlatego, że są niewygodne. One czekają.

To zdanie powinno zawisnąć nad biurkiem każdego dyrektora, dowódcy i zmęczonego rodzica. Przez lata uczono nas (zwłaszcza mężczyzn, choć nie tylko), że profesjonalizm to brak emocji. Jako praktyk ze „stanu spoczynku”, mówię: bzdura. Profesjonalizm to umiejętność obsługi tych emocji, zanim one obsłużą nas – zazwyczaj w formie zawału, rozwodu czy depresji.

W moim podejściu nie ma taniej motywacji w stylu „jesteś zwycięzcą”. Jest za to inżynieria ludzkiej psychiki. Skoro potrafimy obsługiwać skomplikowane systemy broni czy zarządzania kryzysowego, dlaczego jesteśmy analfabetami w obsłudze własnego stresu? Ni-eMOC_Ja to warsztat mechanika, a nie kozetka. Oferuję narzędzia dla tych, którzy funkcjonują na wysokich obrotach – dla służb, oświaty, biznesu, ale też dla zwykłego człowieka, który czuje, że „daje radę” już resztką sił.

To, co wyróżnia ten projekt, to brak ideologii i zbędnego "lukrowania". Kręgi, które prowadzę, to przestrzenie bezpieczne, ale konkretne. To miejsca, gdzie zdejmuje się zbroję. A zdjąć zbroję przy kimś, kto sam nosił kamizelkę kuloodporną, jest po prostu łatwiej. Wiesz, że nie zostaniesz oceniony przez kogoś, kto nie zna ciężaru odpowiedzialności.

Łączę dwa światy: twardą praktykę poligonu i ulicy z wiedzą psychologiczną. Udowadniam, że dbanie o głowę to nie fanaberia dla słabych, ale elementarz dla silnych, którzy chcą tacy pozostać na długo. Mój projekt to sygnał ostrzegawczy dla wszystkich, którzy żyją na kredyt energetyczny.

Warto się temu przyjrzeć, bo jak mówi sam autor – to nie jest projekt terapeutyczny, to przestrzeń dla tych, którzy chcą działać świadomie. A w dzisiejszych czasach największą odwagą nie jest rzucenie się w wir walki, ale zatrzymanie się i przyznanie: „Czuję, więc jestem. I muszę o to zadbać, żeby przetrwać”. Dobrze, że mamy takiego przewodnika po tym polu minowym.

Fot. Joanna Olejnik Fotografia